pozytywnezmiany

lifestyle, magic, Law of Attraction, happiness


Dodaj komentarz

Niektórym nie da się pomóc

Wiem, brzmi to bardzo negatywnie i niestety tak jest z rzeczywistości. To smutna prawda, ale wobec wielu osób wielka prawda. Zanim ktoś mi w komentarzach powie :”Lekarzu lecz samego siebie” to chcę powiedzieć że czasem człowiek widzi zmagania bliskiej osoby lub nieco dalszej i z całego serca chciałby pomóc bo to samo przeszedł i chociaż życia za kogoś nie przeżyję ale mogę dać pewną wskazówkę, bo po co wynajdować koło na nowo ….To jednak stwierdzam że tak się nie da ! Nie zawsze ale w wielu przypadkach.
Im bardziej ta osoba potrzebuje pomocy, im bardziej ta pomoc by odmieniła jej życie tym bardziej brnie w zaparte i nawet nie widzi swojego problemu.
A ileż ja nocy nie przespałam zastanawiając się jak zagadać o problemie z kimś, kogo błędy będą miały czasem nieodwracalne skutki …Całe scenariusze, które tworzyłam w głowie okazywały się być odrzucane przez tą osobę. Może dlatego że dla tej osoby nie byłam Panią Idealną w każdym calu ?
Ależ czy po to by ratować człowieka musimy być idealni ? Jeden doskonale radzi sobie w związkach a inny w finansach. Czy skoro mój wujek rozwiedziony milioner doradzi mi że mam nie brać tego kredytu, to mam go nie słuchać bo się rozwiódł czyli że nie jest nieomylny ??? Przecież to absurd !
Czy jeśli moja koleżanka, niekoniecznie zamożna ale szczęśliwa żona od 15 lat, doradzi mi coś w kwestii związku to mam jej nie słuchać bo nie ma kasy ???
A ludzie tak myślą ! Nie masz faceta to się na niczym nie znasz i Cię słuchać nie będę, nie masz kasy to Twoje podpowiedzi są do bani…
I jak tu pomóc koleżance która wyraźnie faworyzuje jedno z dzieci a drugie nieustannie strofuje, powodując NIEODWRACALNE straty w relacjach ? Niby nie moja sprawa, ale patrzeć na cierpienie dziecka i nie zareagować ? Ja tak nie potrafię, gdy widzę krzywdę ludzką i mogę coś zrobić to działam !
Jednak tu docieramy do muru, pewnym ludziom nie da się pomóc. Rzucisz tonącemu koło ratunkowe a on nie złapie po trzyma swoje stare klamoty i za nic nie puści.
Ludzie czasem wolą śmierć niż zmianę. Trzeba im pozwolić „umrzeć”. Gdy opadną na dno, zderzą się z najczarniejszym scenariuszem, może otrzeźwieją…Wierzę że tak. Tylko po co cierpieć tak bardzo…?

Reklamy


Dodaj komentarz

Nie jestem już ofiarą

To już zamknięty rozdział, nie jestem już ofiarą. Ani ludzi ani wydarzeń ani okoliczności.

W każdej z przeczytanych książek jest napisane że trzeba wziąć odpowiedzialność za siebie, myślałam że to robię, bo nikt nie dźwiga na swoich ramionach konsekwencji moich wyborów, przynajmniej się staram by tak było. Ale myliłam się. Wzięcie odpowiedzialności to coś więcej.

Wciąż z moich ust padały zwroty: Ona mnie wkurzyła, coś mi zepsuło plany, to jego wina że jestem smutna, coś mi się przydarzyło. Te słowa stawiały mnie na pozycji ofiary a nie twórcy swojej rzeczywistości. Władzę oddawałam komuś lub czemuś. Mój plan dnia zależał od innych ludzi, od terminów naszych spotkań, jakbym nieustannie „wynajmowała” ludziom mój czas, w zamian za to że będą mnie lubić. Bzdura i głupota która nie dość że wykańczała to jeszcze nie sprawdzała się !

Teraz to ja dysponuję moim czasem, robię to na co mam ochotę, nie boję się odwołać spotkania jeśli będę się źle czuła (kiedyś stawiałam się na miejscu nawet z gorączką), nie boję się odmówić, powiedzieć że nie dam rady, że nie mam ochoty, że nie jestem w nastroju.

Daję sobie prawo do WYBIERANIA tego na co mam ochotę, prawo czucia i wyrażania swoich odczuć. Już nie jestem ofiarą, jestem twórcą swojego życia. Reżyserem, nie statystą !

Świetnie jest być u sterów, po raz pierwszy.

Mówi się że ludzie na łożu śmierci najczęściej wypowiadają zdania zaczynające się od „Gdybym tylko….”, a ja muszę się przyznać że chociaż statystycznie daleko mi do końca ziemskiej wędrówki, takie zdania wypowiadałam setki razy.

Gdybym tylko…:

-odważyła się wtedy powiedzieć moje odczucia

-powiedziała że nie mam na to ochoty

-wyznała że bolą mnie jej słowa

-była asertywna na tyle by powiedzieć że nie przyjdę bo źle się czuję lub chcę pobyć sama

-powiedziała prawdę, bez strachu co o mnie pomyślą

-zaryzykowała parę kłótni po to by przestać udawać

-nie dała im wmówić sobie bzdur na mój temat

Te wszystkie „gdybym tylko” bolą najbardziej nie dlatego że ONI mi coś zrobili, ale dlatego że JA NIE ZROBIŁAM NIC BY ICH POWSTRZYMAĆ.

 


4 Komentarze

„Zbyt mili” muszą umrzeć !

O kogo chodzi ? Co to znaczy „zbyt mili”? Już tłumaczę-chodzi mi o taką osobę która każdemu chce dogodzić i „zrobić dobrze”(ah te moje dwuznaczne teksty) aby być lubianą. Taka osoba ma niską własną wartość i gdy przychodzi odmówić uważa że zostanie sama bo nikt tej odmowy nie zniesie i znienawidzą ją.
Skąd wiem ? Bo sama taka byłam. BYŁAM. Czas przeszły, aspekt dokonany.
Jakbyś mnie obudził/a o 1 w nocy z prośbą bym umyła Ci samochód, dodatkowo umyłabym Ci garaż i rozwiesiła pranie. Nieustannie się poświęcałam. Myślałam że w ten sposób będę lubiana. Kim byłam ? FRAJERKĄ.
Kiedy to zrozumiałam ? Na coachingu Moniki Spychalskiej (cudowna kobieta-znajdziesz ją na Facebook’u) ale też jak zaczęłam mieć serdecznie dość. Gdyby nie cierpienie i ta duchowa śmierć, może nadal bym w tym tkwiła…
Dlatego zbyt mili muszą umrzeć, muszą doznać takiego bólu, opaść na takie dno z którego się podniosą. To trzeba poczuć by zacząć zmianę. Ten ból ma uzdrowić z niemożności odmawiania.
Armani powiedział: „Brak klasy to za bardzo się starać” i to prawda nie tylko w kontekście mody. Gdy włazisz komuś w d*pe to nie myśl że będzie Cię szanować.
Ja to zrozumiałam -nie jestem dla niczyjej wygody ani rozrywki. Jasne, mogę pomóc osobie w potrzebie i to robię, ale frajerką już nie jestem.
Bycie taką „zbyt miłą” osobą to dramat, ludzie patrzą na Ciebie z politowaniem a jednocześnie z litością i korzystają z Twojej pomocy, widząc Twój szeroki uśmiech z powodu że w końcu jesteś komuś potrzebna.
Zbyt mili koniec końców zostają sami, w depresji, sfrustrowani i wykluczeni poza szanujących się ludzi. Poza ludzi mających poczucie własnej wartości i szacunek do swojego czasu.
Jak poznać czy jesteś taką osobą ? Jeśli w jakiejkolwiek relacji, z matką, dziewczyną, mężem, koleżanką i dzieckiem stajesz na głowie by być kochanym/ą i zauważonym i robisz wszystko by te osoby zadowolić to uśmierć ten aspekt osobowości w sobie !!!
Zanim duchowo zabiją Cię inni. Pokochaj siebie-bo to jedyna osoba z którą spędzisz życie. Amen.


Dodaj komentarz

Everyone wants to be in Heaven but nobody wants to die/Wszyscy chcą iść do nieba, ale nikt nie chce umrzeć

I love this sentence ! I read it a few days ago and that’s my favourite proverb since then. It’s simple and very powerful. I love simple things as you can see. I’m simple girl, I don’t believe in complicated things.

I want to be slim but very often when I feel temptation, I don’t want to „die” and kill  the bad desire .

I want to be rich so I must „die” and stop buying unnecessary goods and start saving money. It hurts like death, to resign, to go away with nothing NOW, to have more in the future.

I want to be in a wonderfull relationship so I must stop criticise my current boyfriend and start loving myself as strong as I want to be loved by someone.

There is no lack of knowledge. There is lack of the death of my Old Myself…

Kocham to zdanie. Przeczytałam je parę dni temu i stało się to moim ulubionym przysłowiem od tamtego czasu. jest proste i bardzo potężne. Jak widzicie kocham proste rzeczy. Jestem prostą dziewczyną i nie wierzę w skomplikowane rzeczy.

Chcę być szczupła ale bardzo często nie chcę zabić w sobie tego złego pragnienia zjedzenia czegoś niewłaściwego.

Chcę być bogata więc muszę „umrzeć” i przestać kupować zbędne i niepotrzebne rzeczy i zacząć oszczędzać pieniądze. To boli jak śmierć, zrezygnować, odejść bez niczego, by mieć więcej w przyszłości.

Chcę mieć cudowny związek więc muszę przestać krytykować mojego aktualnego chłopaka i pokochać samą siebie tak mocno jak chciałabym być kochana.

Tu nie ma braku wiedzy. Tu jest brak śmierci mojej Dawnej Ja.

Obrazek


Dodaj komentarz

Widzę martwych ludzi

Parę razy dziennie, nawet z zegarmistrzowską precyzją widzę martwych ludzi, często się ich boję, czasem zabijają moją radość życia i niezniszczalnego ducha próbują stłamsić, bywa ciężko, chcą zrobić mnie martwą, zastraszyć chmurą negatywnej energii ale wtedy wypowiadam zaklęcie: Shhhh I see dead people! I pomaga.
Kim oni są?  Czego chcą? 
Martwi ludzie to Ci którzy wylewają na mnie strumienie jadu i krytyki, cokolwiek zrobię, nigdy nie pochwalą za nic i jakże często żywią się moją energią. Martwi ludzie myślą że idzie sie do szkoły, robi studia, znajduje pracę a potem tyra, w między czasie mąż lub żona i po paru latach do piachu…W między czasie, i to świadczy o ich martwocie plotkują i krytykują tego kto ma jeszcze iskrę życia. Jak zombie chcą Cię zamieniać w swoich….No-life’y. Ale ja wiem że oni są martwi a ja na przekór będę żyć. Żyć.

image